Od Berlina do Poznania…

 

DSC_0426 (1280x720)Na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni odbyłem 3 kwalifikowane biegi. Zabawę zacząłem 3 kwietnia w Berlinie 21km, tydzień później obiegałem Maltę 5km, aby dziś zakończyć na Poznańskich Targach 21km. Pora na kilka słów w ramach podsumowania tej biegowej zabawy-drogi.

Po nie najlepszym pod względem sportowym zeszłym roku, do tego podchodziłem z ostrożnym optymizmem. Bycie w związku nie wpływa chyba zbyt dobrze na sportową postawę, kolacyjki, winka i zawsze jakaś wymówka od treningu…. Ale nie o tym tu. W tym roku przetrenowałem okres przygotowawczy i choć nikt nie czeka teraz na mecie…. to Ja na starcie staję silniejszy.

ekonomiczna-piatka-2016_a748803e9b2556758e6405a6b2fdfea2Ostatnio zdrowie przypomniało o sobie i pomiędzy niemieckim półmaratonem a poznańskim nie odbyłem ani jednego treningu, nie licząc biegania do apteki i heroicznej walki o odzyskanie głosu. Ale przepracowany okres przygotowawczy musiał procentować….

O tym jak biegało się w Berlinie mogliście już przeczytać w osobnym poście. Ekonomiczna Piątka nad Maltą, to cyklicznie biegana przeze mnie impreza. Jako absolwent czuję się zobowiązany 😉 Z uwagi na wspomniane problemy ze zdrówkiem nabiegałem tylko 19:24, nie poprawiając życiówki na dystansie 5 km – 19:08. Katar jednak przeszkadzał. Była to również jakaś forma startu przygotowawczego do Poznańskiej połówki, miałem okazję poćwiczyć finiszowanie;) Nie zawsze jest wasz dzień, ale nawet z tych gorszych możecie jakoś skorzystać….ekonomiczna-piatka-2016_3bb664b5d28dea6c15dd39660dbdd1b3
Nie robiłem sobie zbyt dużych nadziei przed 9 Poznańskim Półmaratonem. Kiedy wstałem i zobaczyłem padający ulewny deszcz, szanse na poprawę wyniku z Berlina jeszcze zmalały. Nie było „napinki”, opowiadania co będzie na fb tylko, po cichu i na spokojnie….

12983916_1163859520312715_6596041432118799791_oStwierdziłem że pobiegnę pomiędzy 4:10-4:15 na kilometr i jak wytrzymam przez pierwszych 10 to będzie to już jakiś sukces. Wiedziałem że za moimi plecami znaleźli się pace makerzy na 1:30:00 plan na drugą dziesiątkę zakładał trzymanie się ich za wszelką cenę kiedy tylko „baloniki” mnie dogonią….Nie dogonili, aż do końca…..

Bieganie to przyjemność, a starty to wisienka na torcie” – zawsze tak myślałem ale wraz z coraz szybszym bieganiem nie ma już mowy o poznawaniu nowych ludzi, czy towarzyskich pogaduchach…. Po prostu kalkulujesz, że każdy łyk powietrza może Ci się bardzo przydać….Ale nadal na mecie, czeka na ciebie satysfakcja i endorfiny – tu nic się nie zmienia niezależnie od tempa.

c_DSC_0804 (667x502)
Meta 9 Poznań Półmaratonu – Tak wbrew pozorom wyglądają szczęśliwi ludzie 😉

Podobno półmaraton zaczyna się po 16 km, i tak było. Od mniej więcej tego momentu byłem już półprzytomny i trzymałem się tylko kolorowych butów biegacza przede mną, wiedziałem że jak mi ucieknie to będzie koniec, bo głowa pozwoli zaprotestować ciału, a to przecież niedopuszczalne –  przecież, to ja mam kontrolę!

Nie wolno myśleć o mecie, zawsze myśl tylko o najbliższym kilometrze, myślenie o odpoczynku, piwku, znajomych którzy czekają powoduje rozluźnienie i jest to furtka dla waszego zmęczenia na wskoczenie wam do głowy….tyczy się to tak startów jak treningów….

Bieganie w deszczu jest wbrew pozorom fajne, nie ryzykujecie, że się przegrzejecie albo nadmiernie odwodnicie. Trzeba uważać, żeby się nie poślizgnąć ale tak poza tym naprawdę nie ma się czego bać….a kiedy ostatnio mieliście okazję poskakać po kałużach? 😛

1:29:26 – jest super, jest życiówka(poprawiona o 46 sekund), a dwa dni później już walczę na treningu….bo to przecież dopiero początek, kilka lat temu takie bieganie wydawało mi się niemożliwe, ale granice nakładamy na siebie sami….. Na jesieni 1:25:00 to już nie marzenie – to cel!!

Trasa była szybka, kibice mimo pogody nie zawiedli, no i sypnęło wynikami….
Półmaraton drogi? – To prawda, 90 zł opłaty startowej, to nie mało w porównaniu do innych imprez biegowych, ale poziom jest w Poznaniu gwarantowany, tu można skupić się tylko na sobie i biegu. Czasem warto za to zapłacić ciut więcej…..może warto żeby organizator pomyślał o tańszych pakietach bez koszulek startowych, wzorem zagranicznych imprez….

Widzimy się znów za rok, a teraz pora na kilka szybkich startów na 10 kilometrów, 40:04 z 2014 roku nadal na mnie czeka, miejmy nadzieję że tylko do 8 maja! Miejmy nadzieję, że też się skusicie jeżeli nie na start to chociaż na kilka kilometrów truchtu, zobaczysz będzie fajnie…..

Jak to się robi po Polsku w Niemczech?

IMG_20160403_095121 (960x1280)W Berlinie to miała być chwila prawdy: piękna słoneczna pogoda, dobre samopoczucie, komfortowe warunki zakwaterowania….i chyba najważniejsze, w zeszłym roku jako debiutant startowałem z odległej strefy 40 minut po elicie, natomiast w tym roku zasłużyłem na strefę „A” i na trasę wybiegłem z najlepszymi. Cel był prosty, atakować magiczne 1:30:00, a w każdym razie poprawić zeszłoroczny wynik – 1:38:38.

Czy warto wydać 40 euro na wpisowe w zagranicznym biegu? – Warto. To nie tylko możliwość wystartowania w gronie 35 tysięcy biegaczy, ale również zobaczenia organizacyjnej strony takiego wydarzenia, zwiedzenia miasta i przede wszystkim przeżycia czegoś nowego….

IMG_20160403_112823 (803x1280)Organizacyjnie naprawdę nie mamy się czego w Polsce wstydzić, od detali polegających na braku np. napoju izotonicznego na punktach odżywczych, niewystarczających ilościach toalet czy braku posiłków regeneracyjnych na mecie po bardzo ubogie pakiety startowe(np. koszulka to dodatkowe 20euro).

Natomiast atmosfera jest niesamowita, entuzjazm kibiców, ilość zespołów, konferansjerów i poczucie, że to właśnie tu biega światowa elita, na doskonale przygotowanej, równej, szybkiej trasie.

Udało się na 1:30:12, magiczne 13 sekund mogło na długo dzielić mnie od wymarzonego poziomu czasu….Wiele osób pytało: czy nie dało się szybciej o te parę kroków…. jakbym wiedział, że zabraknie tylko tyle to może bym coś zrobił, ale bieg był komfortowy tylko do 12 kilometra, potem zaczęły się problemy z utrzymaniem równego tempa, słabłem…. Kombinowałem – kofeinowa galaretka, żel energetyczny i zamiast spodziewanych skrzydeł zaczął boleć mnie brzuch…..

Na wszystkich zdjęciach z ostatnich 5 kilometrów mam szeroko otwarte usta i wyglądam jak karp w przed wigilijnej agonDSC_0378 (720x1280)ii. Poprawiona życiówka z 2014 roku spowodowała, że nie miałem do siebie jednak żadnych pretensji.

Pomyślałem że na Poznań to dopiero się dobrze przygotuje, jednak realia miały okazać się zupełnie inne…. ale o tym w następnym odcinku 😛

Kolejna stówka pękła w tym miesiącu….

nawyki1-296x300Złoty środek, to takie zrównoważenie treningów, diety i życia prywatnego, abyśmy nie musieli z niczego rezygnować. Często słyszę, że życie to mądre kompromisy…. Ale kompromis to zazwyczaj jakieś wyrzeczenia, a życie jest tylko jedno więc należy je wyciskać jak cytrynę i zdecydowanie być bezkompromisowy;)

Czy to kolejny wywód o tym że można sobie biegać, pić, mało spać i opychać się niezdrowym żarciem? No większość z was mnie zna i wiecie że lubię, wszystko to naraz i każde z osobna….;)

Oczywiście można, ale to byłby właśnie kompromis. Pytanie brzmi czy dałby nam szczęście? Biegam bo lubię rywalizację, osiąganie granicy, przekraczanie jej…. Jak wypiję 6 piw to następnego dnia do granicy mam znacznie bliżej, przekroczenie jej zakrawa na cud ale satysfakcja jakby mniejsza…;)C-fakepath-Positiveview-52-domino-horisontal

Większość z nas biega aby osiągnąć jakiś cel: schudnąć, mieć lepszą figurę czy poprawić ogólną kondycję. Mam znakomitą kondycję, niezłą figurę, zdrowie również dopisuje, a jednak każdy trening nadal daje mi dużą radość, choć nie do końca wiem co mnie ku niemu popycha. Najlepszy już nie będę, bycie w pierwszym tysiącu to już spore wyzwanie:) A więc dlaczego? pewnie z nawyku…Kiedyś ktoś mi powiedział, że jak nie lubisz biegać, to musisz się mocno zmuszać i po jakimś czasie nie będziesz mógł bez tego żyć 😉 Ja się nie zmuszałem ale żyć byłoby mi bez tego ciężko. No więc nawyk!

hard-easy1
„Nasz charakter tworzą głównie nasze nawyki.”- Stephen R. Covey

Życzę wam wielu cudownych nawyków i złożonych charakterów z których będziecie dumni! A teraz zakładać getry i ruszać tyłki! Peace!

Garmin Forerunner 225 HR – czyli wszystko w jednym, a samo nie biega….

DSC_0237 (1280x720)Wielu biegaczy nie wyobraża sobie dziś wyjścia na trening bez założenia na siebie rozmaitych urządzeń mierzących puls, kilometry, trasę, progi tlenowe no i oczywiście publikujących to wszystko na rozmaitych portalach poczynając od endomondo na facebooku kończąc….Kiedy kilka lat temu wychodziłem na trening, a szczytem luksusu była Mp-trójka z muzyką. Potem doszedł telefon z aplikacją Enodomondo. Następnie jeszcze stoper na ręku… Z zazdrością spoglądałem wtedy na biegaczy z wypasionymi zegarkami biegowymi wielkości dawnych budzików, uważając taki wydatek za snobizm i niepotrzebny luksus który przecież i tak nie zastąpi treningu(jako biedny student łatwiej się żyło, myśląc w ten sposób;).

Od czasu ostatniego maratonu zacząłem intensywnie myśleć o zakupie własnego garmin’a, tomtom’a czy polar’a….. o suunto jeszcze wtedy nie słyszałem. Na ważnych zawodach nie zabierałem telefonu na trasę bo nie było mi z nim wygodnie, wielokrotnie widziałem jak nowe cuda techniki lądowały na betonie, ku rozpaczy ich właścicieli, więc kontrolowałem trasę za pomocą zwykłego stopera w sportowym zegarku za 50zł….

Kiedy ostatnio znajomy stwierdził że dziwi mi się że biegam już tyle lat, a nie kupiłem jeszcze zegarka z GPSem, stwierdziłem że skoro od nowego roku potrafię zmusić się do regularnego treningu to mały prezent też mi się należy, szczególnie że wiele ważnych startów przede mną w tym roku, a 1:30:00 w półmaratonie samo się nie złamie….
DSC_0239 (1280x720)
Wiedziałem że chce żeby zegarek określał średnią prędkość, czas treningu i pokonane kilometry. Przesyłanie danych do endomondo, również było jednym z kryteriów wyboru ponieważ przez te lata przyzwyczaiłem się do tej apki. Nie wyobrażałem sobie zakładania na klatkę piersiową pasa mierzącego tętno, wydaje mi się że to mega niewygodne. Wybór padł na Garmina 225Hr mierzącego tętno z nadgarstka. Szczerze powiem że owy pomiar tętna to trochę luksus, który nie jest mi strasznie potrzebny, kiedyś biegnąc w ogóle o tym nie myślałem, głowa była zajęta czym innym. Teraz denerwuje się, że może jest za ostro, skoro tętno dochodzi do 190 uderzeń….może z czasem nauczę się trenować wykorzystując takie informacje……i nie będę już tak nerwowo zerkać na odczyt.

Garmin miał znakomite opinie pod względem dokładności pomiaru GPS, pomiaru wspomnianego tętna oraz pewnej niezawodności….również 3 letnia gwarancja w cenie okazała się magnesem….
Przesyłanie danych z treningu dokonuje się przez wbudowany bluetooth wpierw do telefonu, a następnie dzięki mobilnej aplikacji Garmin Connect, przesyłane jest do Endomondo i na stronę connect.garmin.com. Jest to proste i w miarę szybkie. DSC_0238 (1280x720)

Zegarek jest lekki, dość mały i dobrze wygląda, zupełnie nie przeszkadza w biegu. Pracuje ok. 10h przy włączonym GPSie, albo miesiąc jako zwykły zegarek. Może mierzyć wasze kroki, oraz wibrować jeżeli nie ruszacie się dłużej niż godzinę 😉 Ma również funkcję zdefiniowanych treningów np. interwału. Zapisuje wasze treningi i rekordy oraz pozwala zdefiniować dane pokazywane na ekranie powiadomień(maksymalnie 3 wartości naraz)
Osobiście na co dzień używam klasycznego zegarka, natomiast jako produkt treningowy Garmin sprawdza się doskonale, największą zaletą okazało się wyeliminowanie 5,2′ calowego telefonu z kieszeni….Tak więc polecam, ale zastanówcie się dobrze czy na pewno potrzebujecie pomiaru tętna, bo dość znacznie podbija to cenę zegarka a w mojej opinii nie jest wcale niezbędne….

 

Jak ubrać się na trening zimą?

1452087457172Bieganie zimą jest jak wstawanie do pracy podczas awarii ogrzewania w domu przy -20’C. Niby trzeba się zmusić, niby trzeba wstać z łóżka ale z góry wiadomo że ani to przyjemne, ani łatwe. Jednak jeżeli już wystawisz nogę to potem zazwyczaj jakoś samo poleci….

Z bieganiem podobnie – jak już wyjdziesz z domu to z każdym kolejnym pokonanym metrem jest łatwiej. Po jakimś czasie przychodzi dziwne zadowolenie z własnej osoby, satysfakcja że właśnie „Ty” dałeś radę, a inni płaszczą tyłki przed telewizorem zajadając pizzę(nie żeby autor miał coś do pizzy, którą lubi nad życie i zajada się regularnie).thstck_termometr_zimno_mroz_pogoda_600

Czasem pozostaje jedynie problem doboru odpowiedniego stroju, ale tu postaram się coś poradzić. Nigdy nie przywiązywałem specjalnego znaczenia do ciuchów biegowych, miały być jak najbardziej funkcjonalne i zarazem niedrogie, dlatego większość kolekcji to sort promocji w decathlonie, ważne aby materiał był oddychający, niekoniecznie ciepły. Koszty są umiarkowane, ponieważ strój był kompletowany stopniowo. Używam zwykłych treningowych butów(całorocznych), w końcu na ulicach dużego miasta śniegu po kostki zbyt często nie ma. Reszta garderoby przedstawia się mniej więcej tak: (getry: 50zł, rękawiczki: 20zł, kominiarka: 40zł, skarpetki 10zł za 3 pary, bokserki 40zł za dwie pary, kurtka: 50zł, koszulka techniczna 20zł, longslave 40zł, buff: 20zł) Warto przejść się po sklepach ponieważ, korzystając z sezonowych promocji możemy kupić odzież jeszcze taniej.1451821185659 (576x1024)

Osobiście uzależniam dobór stroju od temperatury otoczenia i planowanego czasu treningu, kiedy biegałem kilometr na poziomie ok. 4:30 min, ubierałem się znacznie lżej niż teraz kiedy  trening na lodzie i śniegu oraz aktualna kondycja;) wymusza czas ok 5:30 na kilometr.

Przy dużym mrozie warto nakremować odsłonięte części ciała tłustym kremem: wazelina kosmetyczna, nivea, czy co tam macie pod ręką. Pamiętamy również o oddychaniu przez nos, oczywiście w miarę możliwości.
Jeżeli temperatura spada poniżej 0′ przerzucam się na długie getry, na techniczną koszulkę z krótkim rękawkiem nakładam wiatrówkę a na głowę polarowy buff, komin czy jak to się nazywa;) No i oczywiście obowiązkowo rękawiczki! ręka (800x450)

Jeżeli temperatura spada poniżej -5’C techniczną koszulkę zastępuje longslav’em, który podobno coś tam grzeje, w ekstremalnie niskich temperaturach nakładam na niego wspomnianą koszulkę techniczną z krótkim rękawkiem mając na sobie 3 warstwy. Ostatnio zakupiłem również kominiarkę z cienkiego oddychającego materiału która nieźle sprawdza się w przypadku zimnego wiatru ale wyglądam jak przestępca;)

Skarpetki zakładam normalne stopy pozostające w ruchu nie powinny wam zmarznąć…. a jak buty przemokną to nawet lepiej że na stopach nie ma zbyt dużej warstwy mokrego materiału.

Podsumowując bieganie na mrozie nie wymaga ani specjalnego stroju ani przygotowania. Wymaga dużo chęci i samozaparcia…ale skoro już to czytacie to chęci na pewno wam nie brakuje, a determinacja przyjdzie wraz z kolejnymi treningami. Im ciężej na treningu tym łatwiej podczas startów….

_20160105_142327 (1024x576)

Poznań Maraton 2015

SONY DSC

Maraton nigdy nie stanowił dla mnie jakieś szczególnej przyjemności, ale odkąd trzy lata temu przebiegłem go po raz pierwszy stał się coroczną próbą charakteru i silnej woli. Jest również okazją żeby zmusić się do treningów po często rozrywkowych i wyskokowych wakacjach. Wiem że zrobię wszystko, żeby za rok znów stanąć na starcie tej imprezy!

Pierwszy maraton był faktycznie dość miły ponieważ podszedłem do sprawy spokojnie, byłem wytrenowany i chciałem tylko dobiec do mety – 4:10:54. Inna sprawa, że przez kolejny tydzień ledwo chodziłem, nie mogłem się schylać i czułem ten znajomy biegaczom długodystansowym ból w udach….ale radość i satysfakcja z własnej osoby jest znana tylko tym którzy choć raz w życiu uporają się z królewskim dystansem tak więc sami musicie się przekonać….

Drugi to totalny luz, brak treningów, wódka, grypa i szalone założenie, że pobiegnę na 3:30….Ale rozsądek w sporcie absolutnie nie jest mi stety bądź niestety znany. Pobiegłem, na połowie było 1:43, druga połówka w założeniu powinna być szybsza lub w tym samym tempie, więc spodziewany czas w tym momencie wynosił 3:26…..I poczułem to kilkanaście minut później wpierw sztywność w łydkach potem już wyraźne skurcze…. efekt – łzy w oczach, mrożenie łydek i walka o ukończenie biegu…. chciałem zejść z trasy ale wtedy pomyślałem sobie, że za głupotę trzeba płacić i najwyżej doczołgam się do mety….ot taka kara dla samego siebie….napędziłem strachu znajomym ale szybka pierwsza połowa sprawiła, że czas to 3:59:04, nowa życiówka i problemy ze stawami w kolanach, a w pakiecie bezcenne doświadczenie.

Przychodzi rok 2015, wiele się u mnie pozmieniało w życiu prywatnym co niestety nie przełożyło się na lepszy trening, ale nie było tragedii. Waga była w normie, kilometrów też trochę narobiłem i przede wszystkim zdrowie dopisywało. Brakowało tylko długich wybiegań, które wydają mi się niezbędne przed maratonem.

12166404_712281275573396_4669678_nZasugerowałem się zasadą że pierwsza połówka powinna być wolniejsza od drugiej. Na moim lewym nadgarstku poza zegarkiem znalazła się opaska z międzyczasami na 4:00:00, na prawym 3:45:00. Wiedziałem, że przede wszystkim nie chce się czuć tak bezradny jak w ubiegłym roku. Być może to zaowocowało pewnym asekuranctwem, a maraton trzeba biec odważnie! Na starcie spotkałem znajomych i postanowiłem spokojnie pobiec razem z nimi na 4h. Biegliśmy tak przez 30 km ciesząc się atmosferą, swobodnie rozmawiając i podziwiając Poznań z tej niecodziennej perspektywy. Po 30 km czułem, że mam jeszcze mnóstwo siły pożegnałem się z kolegami dziękując za współpracę i ruszyłem ostro do przodu, ku mojemu zaskoczeniu Adrian postanowił biec dalej ze mną i tak już w znacznie szybszym tempie współpracowaliśmy jeszcze przez 5 km, do końca zostało 7, a ja nadal czułem się jakbym mógł biec jeszcze z 20…. Ruszyłem jeszcze szybciej zostawiając Adiego za sobą, mijałem biegaczy borykających się z podobnymi problemami co ja rok temu….Pierwsze kilometry maratonu pokonywałem w tempie 5:40 ostatnie w ok 5:05 na kilometr, metę przekroczyłem w czasie 3:51:24. Czułem się cudownie, nic mnie nie bolało, mogłem jeść, pić i cieszyć się atmosferą co było miłą odmianą….na mecie czekali znajomi z fotorelacją za którą jestem oczywiście bardzo wdzięczny 😉

Z całą pewności można było lepiej, ale na to może przyjdzie czas za rok. Słyszałem kiedyś że jeżeli po starcie nie chce się wam wymiotować na mecie to nie daliście z siebie wszystkiego – tym razem nie dałem, ale absolutnie nie żałuję i naprawdę jestem zadowolony z wyniku, bo to chyba pierwszy maraton gdzie po nadal mam ochotę biegać i od startu do mety czułem radość z biegania, która przecież jest sensem tego sportu – który dla mnie zawsze będzie tylko przyjemnym hobby. Dodatkowym małym sukcesem jest to, iż to projektu „przebiec maraton” namówiłem kolejnego debiutanta:

12166694_712281315573392_870630655_n

Lubię rywalizować ale na to przyjdzie czas na wiosnę na półmaratonach w Berlinie i Poznaniu. Tak więc widzimy się na wiosnę oby w dobrej formie i bez urazów!

Na koniec cytat amerykańskiego biegacza Johna Binghama:„Cudem nie jest to że skończyłem; Cudem jest to że miałem odwagę zacząć” i jeszcze raz gratulacje dla wszystkich debiutantów a pozostałym życzę odwagi!

Men Expert Survival Race – czyli jak poznać swoje treningowe braki….

Na początku warto wspomnieć że wszystkie moje starty to były albo biegi szosowe albo miejskie trail’e/przełaje. Nóżki przyzwyczaiły się do pokonywania dużych odległości w stałym tempie bez jakiś wielkich niespodzianek po drodze….20150927_105420

2 przebiegnięte maratony, 4 pół-maratony i kilkadziesiąt startów na dystansie 10 czy 5 km spowodowały, iż miałem silne poczucie, że o bieganiu coś tam jednak wiem, niewiele potrafi mnie zaskoczyć i zbyt dużo już się nie nauczę. Oczywiście gdzieś tam w głowie są marzenia o starcie w biegach górskich czy ultradystansach ale są na razie mocno schowane i pewnie zbyt szybko nie doczekają się realizacji….

Oczywiście słyszałem i oglądałem filmy z Runmagedonów, ale wydawało mi się że to chyba nie dla mnie. Specjalne utrudnianie sobie życia, wskakiwanie w bagno i czołganie się w błocie nie miały dla mnie nic z atrakcyjności dyscyplin lekkoatletycznych.

Wszystko zaczęło się od pewnej imprezy, na której stary znajomy zaproponował nam wspólny drużynowy start w Men Expert Survival Race. To był przełom kwietnia i maja a odległa kilkumiesięczna perspektywa startu, czy może zbyt dużo wypitego piwa spowodowała że ochoczo się zgodziłem. Pomyślałem nowe doświadczenie, poza tym 10km można potraktować jak trening….

DSC_0341Startowaliśmy(jak zawsze nie zabrakło moich kumpli, których tak skutecznie zaraziłem bieganiem, że czasem to oni namawiają mnie na trening albo jakiś start) o 9:15, ustawiłem się z przodu i ruszyłem. Na początek było przeskakiwanie Balotów(bele słomy) poszło sprawnie, potem długi, bardzo stromy podbieg i ku mojemu zaskoczeniu na kolejną przeszkodę przybiegłem już trochę zdyszany. Pomyślałem że zbyt intensywnie się rozgrzałem – stąd zadyszka. Nastąpiła kolej na drabinki, na rękach miałem rękawice, które w połączeniu z mokrym metalem w połowie dystansu skończyły się upadkiem – kara 20 burpees’ów (pompka z wyskokiem), już na mecie dowiedziałem się że mogłem rozpocząć przeszkodę w miejscu w którym z niej spadłem – byłoby na pewno szybciej i łatwiej – ale może nie o to w tym chodzi….

Dalej bieg przez las, pożałowałem założenia termicznej koszulki pod zwykłą techniczną, choć biegłem w krótkich spodenkach, a temperatura nie przekraczała 16’C czułem że robi się gorąco, a przegrzanie może być bardzo niebezpieczne dla biegacza…. następnie lina, 4 metry wspinaczki, poszło szybciutko. Zbiegam z górki i widzę SPA, tj. bagno przez które muszę przejść. Zapach nie był zachęcający ale wskoczyłem ochoczo po uda i nie mogę się ruszyć…. buty ugrzęzły, poszarpałem i jakoś poszło, przedzieram się i nagle potykam się o konar, który musiał być zanurzony w tej czarnej mazi….czyjaś ręka pomaga mi złapać równowagę i jednak nurkowania nie było….(zdziwieni? – pomoc drugiej osobie to normalka na biegach, oczywiście nie każdy rozumie zasady fair-play ale jednak biegacze to jedna rodzina, która w miarę możliwości sobie pomaga).20150927_101311

Dalej podbiegi, zbiegi i niemałe zdziwienie że w Poznaniu są takie tereny…. wieloryb – wielka dmuchana poduszka przez którą trzeba przejść. Spotykam Karola(naszego kapitana, który ostro ruszył na starcie) Podsadził mnie, przeszedłem-pomogłem mu zejść i razem ruszyliśmy dalej. Następnie spacer farmera –  przebieżka z kilku litrowym baniakiem wody. czołganie się pod drutem kolczastym, przeskakiwanie płotków, przejście przez pajęczynę z linki…. Karol znów gdzieś mi uciekł, ciemny tunel w jakimś bunkrze,przetaczanie opony od ciągnika, 2,5m ściana do przeskoczenia i w końcu wbiegam na znajome nad maltańskie tereny.

20150927_102054Kontener z lodowatą wodą, wielka rampa na którą trzeba się wspiąć, kolejny basen z wodą przez który trzeba się przeczołgać, elektryczne pastuchy – brzmi groźniej ale tylko łaskotało – to chyba bardziej element psychologiczny, ślizgawka z finałem w błocie…. i już prawie czujesz smak mety. Jesteś cały przemoczony, piekielnie zmęczony i czujesz każdy mięsień, a tu twoim oczom ukazują się rzędy obręczy, niczym na sali do crossfitu…. znów pracują ręce i niestety znów w połowie trasy spadam. Kolejne 20 burpess’ów, ledwo podnosząc się z ziemi zaczynam finisz, mijam 4 zawodników – wstępują we mnie nowe siły, a tymczasem przede mną wyrastają wikingowie- wielkie chłopy z poduszkami treningowymi, którzy na ostatniej prostej mają utrudnić Ci życie. Próbuję jednego staranować, tymczasem odbijam się od niego jak gumowa piłeczka, manewr bokiem i uciekam przed kolejnym, który zaczyna mnie gonić, ale to już mój finisz – wbiegam na metę unosząc wysoko ręce w geście zwycięstwa- mojego własnego z samym sobą, z pychą która spowodowała że nie przygotowywałem się do tych zawodów w żaden inny sposób niż tylko i aż biegając…..

20150927_102335Jestem brudny, mokry, śmierdzę bagnem i cieszę się jak dziecko, że na dziś to już koniec. Padam w objęcia Pani wręczającej mi medal i myślę sobie, że wrócę tu znów za rok, właśnie dlatego że było ciężko – przede wszystkim dlatego!

Za dwa tygodnie Maraton Poznański – ostatni wysiłek w tym roku. Nigdy nie byłem fanem tego dystansu, ale 3 lata temu obiecałem sobie, że raz w roku będę udowadniał sobie, że stać mnie na 42km wysiłku;) W końcu my faceci lubimy sobie udowadniać różne rzeczy……nie zawsze mądre, ale akurat to trzyma mnie w formie i uczy żebym nie odpuszczał i jakoś się tego trzymam!

Sałatka owocowa z kabanoskiem w 3 minuty

11838604_375420455987336_6632148597201756518_oProsty bardzo szybki przepis na owocową sałatkę, idealną na upalne dni:
Potrzebujesz 3 minut czasu i :

-rukola
-mozzarella mini (takie drobne kuleczki)
-kabanosy (drobiowe, wieprzowe jak lubicie)
-banan
-nektarynka lub brzoskwinia albo oba na raz

Wszystko drobno siekamy i dodajemy do naczynia gdzie dokładnie mieszamy. Jeżeli ktoś lubi można zrobić dressing np. czosnkowy na jogurcie naturalnym, ale jak dla mnie nie jest on konieczny, to dodatkowy czas i kalorie…..